Na chłodno | Dirt: Showdown


Showdown, czyli ostatni twór serii Dirt stworzony przez studio Codemasters bardzo luźno trzyma się tego do czego przyzwyczaiła graczy seria Dirt, czyli pseudo rajdowej otoczki. Tutaj naszym celem jest totalna demolka i plasowanie się w każdym z wyścigów czy trybów destrukcji na jak najwyższej pozycji. Realizmu w prowadzeniu się aut jest tyle, co mięsa w parówkach. Jakim autem byśmy nie jechali, zachowuje się niewiele inaczej niż każde inne, oczywiście panowie z Codemasters twierdzą, że jest to spowodowane „nowym modelem symulacji zawieszenia” ekhm.. czego ? W tej grze ten model symulacji zawieszenia wpływa tak na pojazd jak strajkujący związkowcy na nasz rząd – czyli nijak. Do sprawnego jeżdżenia wystarczy w zupełności klawiatura, podłączanie kierownicy mija się z celem, to nie ta półka jakościowa, już samo podłączenie gamepada wydaje się aż nadto na poziom trudności prowadzenia jaki ta gra oferuje., poprostu bijący w oczy tępy arcade i dlatego też twórcy zrezygnowali z kamery z wnętrza pojazdu, a szkoda.

Rozwałka jak się patrzy..

Poziomy trudności między którymi możemy wybierać znowu zostały „skopane”, na najwyższym poziomie musimy się nieźle napocić aby stanąć na pudle, a już poziom niżej odstawiamy przeciwników na kilka dobrych sekund. W drodze na szczyt pomagać nam będą różnorakie typy pojazdów, od małego hatchbacka na ciężarówce kończąc. Na odblokowanie coraz to nowych aut musimy przeznaczać wygraną w zmaganiach gotówkę, którą również możemy przeznaczyć na mechaniczne usprawnienie już posiadanego przez nas automobilu. Jak na serię Dirt przystało do każdego auta mamy dodanych przynajmniej kilka wzorów malowania, które zostały wykonane w głównej mierze z humorem, za co należy się pierwszy plus zaś drugi za to, że są za darmo i nie musimy ich odblokowywać.

Oprawa audio-wideo nie różni się praktycznie niczym od tego co mogliśmy oglądać w dwóch poprzednich odsłonach serii, jest dobrze. Optymalizacja znów stoi na bardzo wysokim poziomie i żeby sobie pozwolić na grę przy bardzo wysokich ustawieniach grafiki na blaszaku nie musimy się zapożyczać u znajomych i providenta aby zakupić mocniejszy sprzęt. Uszkodzenia aut są, lecz jakby ich nie było. To nie ten poziom co swego czasu w serii Flatout będącej niegdyś wręcz flagową ścigałką z destrukcją na pierwszym planie. Sama oprawa audio stoi na dość dobrym poziomie, dźwiękom silników towarzyszy dobrze dobrana mieszanka elektroniczno-rockowych utworów mniej lub bardziej znanych zespołów/wykonawców.

Werdykt jest taki, że jak na produkcję standalone ta gra jestzbyt kiepska, ja bym ją widział jako kolejne rozszerzenie do Dirt 3, ponieważ cena wysokości 110zł w dniu premiery za coś co jest zapychaczem czasu jest wielce przesadzona. mam nadzieję, że studio Codemasters podniesie się z tego trwającego od momentu nawiązania współpracy z panem Blockiem kryzysu jakości swoich gier wyścigowych i obudzą się na nowo tworząc produkt na miarę serii ze śp. Colinem McRae w tytule.

Poniżej krótki gameplay z tego „cuda”:

Krótko i na temat: Blacklight Retribution

Czli kolejny tytuł ze studia PWE będący strzelaniną pierwszoosobową osadzoną w klimatach science-fiction. Jako, że jest to tytuł beta free-to-play, oferuje graczom możliwość dozbrajania się lub modyfikowania broni i sprzętu, które posiadamy kupując wirtualną walutę (ZEN), którą to na te cele przeznaczymy. Jednakże samym graniem zarabiamy podstawowe punkty (GP), które również można na w/w cele przeznaczyć, a sama gra dość hojnie nas nagradza za nasze czyny, więc prawdziwe pieniądze schodzą na drugi plan.

Grafika

Grafika za sprawą bibliotek DirectX 11 wygląda jak na darmową produkcję dość dobrze, koniec końców silnikiem jest Unreal Engine 3. Tekstury są wyraźne, oświetlenie również dość dobrze oddaje klimat sci-fi.

DirectX 11 i teselacja robią robotę.

Gameplay

Ten zaś przypadł mi do gustu bardzo za sprawą HRV czyli wciskając odpowiedni klawisz uruchamiamy „rentgen” dzięki któremu widzimy wszystkich graczy przez ściany.

Co ja pacze ?


A dlatego ta opcja przypadła mi do gustu, ponieważ skutecznie eliminuje camperów i nie ma mowy o siedzeniu w miejscu, co niewątpliwie dodaje tylko smaczku. Podczas rozgrywki za każdy frag dostajemy punkty, za które możemy kupić odnowienie amunicji, zdrowia a nawet.. cięzkiego mecha.

„Wielki, ciężki, potężny.. podatny na rakiety”


Kilka trybów rozgrywki sprawia, że gra szybko się nie znudzi, również za sprawą ciekawych aren rozgrywki.

Na koniec gameplay mojego autorstwa:

Pierwsze koty za płoty, czyli..

.. nic innego jak pierwsza recenzja.

DayZ czyli twór Rocketa, który to będąc darmowym dodatkiem do gry Arma II Combined Operations już wersji alfa zrobił takie zamieszanie, że ze średnio sprzedającej się gry, wskoczył na pierwsze miejsce wśród ilości sprzedawanych gier na platformie Steam.

„Czym to się je, co to jest, jak darmowe to pewnie kiepskie..”
Otóż w umyśle Rocketa zrodził się pomysł zrobienia survivalowego moda do symulatora pola walki, w którym to podstawowym zadaniem jest.. po prostu przeżyć jak najdłużej zostając rzuconym w sam środek apokalipsy zombie. Niektórzy pomyslą sobie „Łe, kolejna gra z zombiakami w tle, przecież ja już gram w Left 4 Dead, Dead Island itd.” i tu jest pierwszy smaczek całego gameplayu, zaczynamy gdzieś na południu krainy o wdzięcznej nazwie Czarnoruś, która to obejmuje 225 kilometrów kwadratowych, wyposażeni w latarkę, środki przeciwbólowe i bandaż. Można zadać pytanie „jak przetrwać z zombie bez broni ?” otóż zasada jest prosta, być jak najciszej i być cwanym a broni wcale nie jest trudno znaleźć.

                                        „Mam broń, teraz powybijam wszystkie zombie.. huehuehue..”

Jeżeli będziesz się tym kierował grając w DayZ to prędzej czy później (stawiając na to pierwsze) zabraknie Ci amunicji i tyle będzie z tego marnotrawienia amunicji, która de facto jest towarem deficytowym. Należy również pamiętać, że każdy oddany strzał powoduje hałas, który zwabia zombie i pozwala nas odnaleźć innym graczom, dlatego ciche poruszanie się to podstawa, a jak już wiecie jest się po czym poruszać, do dyspozycji również sostało nam oddane kilka rodzaji pojazdów, na rowerze zaczynając, zaś kończąc na łódce czy autobusie, istotnym faktem jest, że bardzo rzadko one występują i dość wolno się spawnują i to w losowych miejscach. Istotną również sprawą jest zapewnienie naszemu bohaterowi porcji jedzenia oraz nawadniania, których to rodzai jest kilka, jeśli nie kilkanaście. Zazwyczaj jest to puszkowane jedzenie i picie, lecz można znaleźć zwierzęta, które można upolować za pomocą noża otrzymując kilka kawałków surowego mięsa do spożycia którego potrzebne nam będzie usmażenie na ognisku, zaś wodę jesli znaleźliśmy manierkę możemy uzupełniać w jeziorach.

Nasz bohater w przeciwieństwie do gier, w których zdrowie odradza się samo i trzeba 3 magazynki żeby nas zabić jest dość delikatną istotą. Uderzenie zombie powoduje często silny krwotok, który przy niskich wartościach krwi prowadzi do omdleń a to plus zombie równa się pewna śmierć i zabawa od nowa, przy znacznej utracie krwi niezbędna będzie transfuzja, do której służą blood bagiuzupełnić krew można również poprzez jedzenie (odpowiednio po 200-400 uzupełnia żarcie z puszki, po 800-900 upieczone mięso) maksymalnie nasz bohater ma 12000 krwi.  Połamać sobie nogi również nie jest trudno, a wtedy możemy się tylko czołgać chyba, że mamy lub nasz towarzysz w ekwipunku morfinę (Rocket się tu nie popisał). Zmniejszanie się ilości krwi objawia się oprócz dolegliwości, które opisałem wcześniej tym, że kolory robią się coraz bardziej blade aż do rozmazywania się niemal czarno-białego kolorytu świata.

                                                                  „Panowie do Kaśki ? Nie ma jej!”

„O ! Spotkałem na swojej drodze nieznajomego.. zapytam o drogę”.
Niestety, a może stety inni gracze zaczęli dbać o własne interesy o przeważnie spotkanie kogoś na swojej drodze prowadzi do wymiany ognia, póki ktoś nie zginie. Również przy największych miastach na południu Czarnorusi nowym „sportem” stało się polowanie przez nudzących się snajperów na nic nie winnych graczy. Dlatego też warto organizować się w grupy i grając komunikować się ze sobą.

Podsumowanie
DayZ to dość specyficzny twór, którym jednym przypadnie do gustu, zaś drugim nie. To wszystko za sprawą poziomu trudności z jakim musimy się zmierzyć grając na ów modzie, jedni wolą przez pół godziny tępić zombie w popularnych FPS, zaś drudzy wolą wskoczyć w skórę prawdziwego trapera i spokojnie odkrywać różne tajemnice czychające w Czarnorusi.
Grafika to również rzecz względna, do poziomu silnika Frostbite 2 sporo jej brakuje, lecz w obecnym stanie może się spodobać, zwłaszcza bardzo dobre odwzorowanie oświetlenia.

Ode mnie wielki plus dla Rocketa za to, że w pojedynkę tchnał życie w Armę II, która to była i jest symulatorem dla specyficznej grupy graczy. A to, że to ciągle wersja alfa pełna bugów nie przeszkadza przy grywalności jaką oferuje.